Witam wszystkich, Co tam? Jak tam?
U mnie wszystko w porządku, ten tydzień dość szybko minął. Od poniedziałku do piątku jak zwykle szkoła , tylko większość uczniów nie było ponieważ robią " praktyki" w innych klasach albo są chorzy. No więc było nas około 6 w klasie . Tak więc nie było dużo do nauki . W sumie to nawet lepiej bo nie lubie się uczyć. Pod koniec tygodnia pogoda nam dopisała i z Nikolą (siostą) umówiłam się na zdjęcia z koleżanka. Taka "mini" sesja . Jak są możliwości i chęci to czemu nie ? Niżej wstawię kilka zdjęć. Wyszło kilka ładnych którymi mogę się z wami podzielić. A dzisiaj wyszłam z przyjaciółmi do dwór. Przeszliśmy się też do miasta.Ale nie o tym dzisiaj chciałam z wami "porozmawiać". (Jeżeli można tak powiedzieć) Już kiedyś wspomniałam że mieszkam aktualnie w Niemczech. I o tym będzie dzisiejszy blog. A dokładniej jak wyglądało moje pierwsze 1,5 roku tu. Moja przeprowadzka, szkoła, język, znajomi...Jak się toczy moje życie poza granicą Polski.
Ja i moja rodzina już wcześniej planowaliśmy wyprowadzkę z Polski, rozmyślaliśmy Anglię i Niemcy. Ale jednak padło na to drugie. Pod koniec sierpnia dowiedziałam się z rodzeństwem że wyjeżdżamy do De. To było pełne zaskoczenie mimo że takie były plany. Mieliśmy tylko tydzień na pożegnanie wszystkich znajomych,przyjaciół, rodziny i ogólnie nam bliskich osób i na spakowanie całego potrzebnego nam dobytku. Wszystkie ubrania, buty, kosmetyki... I po 6 godzinach podróży byliśmy już tutaj, a mianowicie w Hagen. Na miejscu czekało już na nas zarezerwowane mieszkanie. Jest ono duże, 6 pokojowe. No ale przynajmniej każdy ma swój pokój. Przy umeblowaniu było ciężko, ponieważ musieliśmy zacząć od zera. Nie mieliśmy tu nic. Żadnego stołu, czy krzesła, żadnej kanapy... Wszystko musieliśmy zacząć i kupować od początku. Nawet do teraz nasze mieszkanie nie jest umeblowane do końca po naszej myśli. Są meble, ale nie do końca "właściwe" , nie wszystkie co nam się podobają.
Przyjechaliśmy tu całkiem sami. Sami do innego kraju. Nie mieliśmy tu nikogo, nikogo nam bliskiego poza jedną osobą. Jednym wujkiem. Który nam ogromnie pomógł. Załatwić mieszkanie, szkołę, prace mamię, social. Przetłumaczył wszystkie dokumenty, wszystkie listy. Chodziło po urzędach i po Jobcenter. Naprawdę bardzo dużo nam pomógł. Każdy "Ausländer" (w Niemczech nazywają tak obco krajowców) przyjął by taką pomoc, a już na pewno każdy który nie zna języka. Dobrze jest mieć taką osobę na start.
We wrześniu zaczęliśmy szkołę. O ile dobrze pamiętam to był czwartek. Wszyscy nowo przybyci obcokrajowcy zebrali się w głównym holu szkoły, na powitanie i na przydzielenie do klas. Na środek wychodziła nauczyciel i wyczytywał imiona uczniów którzy należą do jego klasy. Następnie szliśmy za nim, do naszych pokoi klasowych. Mnie z siostrą przydzieleni do klasy "A1", ale były też "A2","A3" i "A4". "A5" stwożono dopiero później. Była też klasa "IFO1". Ona była dla uczniów którzy mieli dobrą średnią w swoich krajach. Lub też po prostu dobrze się uczyli.
Pierwszego dnia zaczęliśmy z Nikolą się kolegować z polakami . Sami podeszli, zagadali. Byli porostu mili. Większość polaków byli na drugim roku, w klasie iteracyjnej, albo już w normalnych klasach. Większość znajomości trwa do teraz a z niektórymi nawet przeistoczyła się w przyjaźń.
Z biegiem czasu wylondowałam w każdej możliwej klasie poza "A3" . W niektórych byłam za mądra a w niektórych brakowało mi chęci lub wystarczającej znajomości języka. I tak wylądowałam w klasie "A5". W której jestem do teraz.
Tu mam kilka koleżanek lub kolegów z którymi muszę mówić tylko po Niemiecku. One lub oni pochodzą z Włoszech, Hiszpanii lub z Grecji. W klasie mam też 6 Polaków. Tylko nie z wszystkimi mam ciepłe kontakty . A inne narodowości to tylko Turcja. Ogólnie jest nas 17.
Jak już wspomniałam (chyba) jestem w klasie specjalnej. W takiej która uczy się języka Niemieckiego . Te wszystkie powyżej wspomniane klasy też są takie. Trwoży się je aby umożliwić obcokrajowym dzieciom naukę języka. My uczyliśmy się tu wszystko od podstaw. Od czasów do jedzenia, przez meble. No wszystkch potrzbnych słówek no i oczywiście dużo, dużo gramatyki. Gramatyka to podstawa. I tak większość mówi " Kali jeść, Kali pić" ale każdy mówi najlepiej jak umie.
W przyszłym roku wszyscy się rozejdziemy do innych klas. I bedziemy mieć już normalne lekcje. Z Niemcami i z dziećmi w naszym wieku. Teraz jesteśmy wszyscy tak wymieszani . 16 latkowie z 11 latkami. Teraz nie patrzą na wiek tylko na znajomość języka.
Więc na początku było ciężko bez języka. Nic nie rozumieć i nic nie umieć. Ale z czasem było coraz lepiej i już jest w porządku .
Tak więc, jakoś ten czas minął i nadal mija bardzo szybko. Już 1,5 roku minęło. I jestem bardzo zadowolona że mieszkam tutaj. Nie wiem jak byśmy sobie poradzili w Polsce. A tu jest o wiele inne życie. Jest lżej. Finansowo i psychicznie mama nie musi się stresować. Nie jesteśmy super bogaci. Ale stać nas na firmowe buty , nową torebkę czy jakiś fajny telefon. Bez wyrzutów możemy iść kilka razy w miesiącu na zakupy i się nie bać że nie starczy pieniędzy na obiad.
Nawiasem mówiąc nie wrócę do polski za żadne skarby świata. Chyba że w odwiedziny.
Już niedługo spodziewajcie się 2 części "Zycie w Niemczech" tylko już nie o mnie tylko o tym co mnie zaskoczyło pozytywnie i negatywnie w Niemczech. Jakie są różnice pomiędzy pl a de. I co gdzie wydaje mi się lepsze
Mam nadzieje, że wam się podobał dzisiejszy post. Jak obiecałam postaram się go prowadzić systematycznie. Na koniec kilka zdjęć. Cześć:*
ja spodnie- primark/ koszulka- h&m/ bluza( nie wiem jak to nazwac) new yorker/ buty- adidas
Nikola spodnie- h&m/ koszulka h&m/ sweterek h&m/ buty- nb







